Boże Ciało – kwiatki, płatki i wianki 0
Boże Ciało – kwiatki, płatki i wianki

Pamiętam, że jako mała dziewczynka było coś magicznego w zbieraniu płatków kwiatów na procesję Bożego Ciała. Te pachnące dziką różą, czasem piwonią, wędrowały do wiklinowego koszyczka, który z dumą pokazywałam babci. Czasem też oberwało mi się za zerwanie płatków z niedozwolonych kwiatów, jak surfinie z tarasu. Babcia zawsze jednak przymykała oko.

Dzisiaj, co roku, z tą samą iskrą w oku, obserwuję procesję na Kaszubach. Kolorową, pełną dzieci i dorosłych ubranych w ludowe stroje. Nie jestem rodowitą Kaszubką i zawsze z zazdrością przyglądam się temu, jak żywy jest tutaj folklor — przynajmniej bardziej niż w miejscu, w którym się wychowałam.

Patrząc na tę procesję, często myślę o czasach, gdy strój ludowy był strojem codziennym, a na Boże Ciało zakładano najpiękniejsze ubrania z szafy — strój odświętny.

Jak wtedy wyglądała procesja? Czy niektóre zwyczaje zostały już zapomniane? 

Zaskoczeniem w literaturze etnograficznej było dla mnie plecenie wianków, które bezsprzecznie kojarzy mi się z Nocą Świętojańską. Na Boże Ciało także je zaplatano, a w niektórych regionach zwyczaj ten przetrwał do dziś. 

Pleciono niewielkie wianki z kwiatów i ziół: lubczyka, koniczyny, mięty czy gałązek leszczyny i święcono je nie w samo Boże Ciało, lecz po procesji podczas tzw. oktawy Bożego Ciała – okresu od dnia święta do tego samego dnia tygodnia następnego. 

Wierzono, że poświęcone wianki zyskują szczególną moc. Powieszony na ścianie domu chronił go przed piorunami, a pokruszony i spalony w piecu rozpędzał chmury gradowe.

Zakopany w czterech rogach pola chronił przed niepogodą, krowy pojone wywarem z poświęconego wianka, mogły spać spokojnie, tak jak ich gospodarz – nie imały się ich choroby ani zły urok.

Procesji również lepiej było nie opuszczać. Jak zanotował Oskar Kolberg w Dziełach wszystkich:

„Jest mniemanie, że kto nie był przynajmniej na pierwszej i ostatniej processyi, ten w ciągu roku umrze”.

Całe szczęście, dzisiaj już nikt w to nie wierzy, ale radzimy pójść na procesję. I zapleść wianki, oczywiście.

Choćby po to, by doświadczyć tradycji, która nadal żyje. I jeśli podobnie jak ja zazdrościcie szczęściarzom z Łowicza czy z Kaszub, gdzie nikt dziwnie nie patrzy, jak założy się strój ludowy, wskoczcie w kieckę swojego regionu i dumnie przejdźcie tymi samymi ulicami, którymi kiedyś szły wasze prababcie.

A potem, wieczorkiem, powieście wianek na drzwiach. Czy nie śpi się lepiej, kiedy coś odpędza złe uroki od domu? 

 

Tekst: Ewa Pankau

 

Przy pisaniu tekstu korzystałam między innymi z:

  • Oskara Kolberga, Dzieła wszystkie, Krakowskie
  • Janiny Marcinkowej, Krystyny Sobczyńskiej i Władysława Byszewskiego, Folklor Zagłębia Dąbrowskiego,
  • Janiny Marcinkowej i Krystyny Sobczyńskiej, Pieśni, tańce i obrzędy Górnego Śląska.

 



Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl